WIEJSKI KLIMAT w RANCZO KUPAŁA – TO MUSISZ PRZEŻYĆ!

WIEJSKI KLIMAT w RANCZO KUPAŁA – TO MUSISZ PRZEŻYĆ!

Nigdy nie zgadniecie co wyróżnia to miejsce od pozostałych tego typu. Wydaje się Wam, że widzieliście już wszelkiego typu mini zoo, gospodarstwa agroturystyczne i wiejskie zagrody? Mogę Was zapewnić, że jeśli nie byliście jeszcze na Ranczo Kupała, to nie przeżyliście wszystkiego. Zanim przejdę do sedna, zacznę od samiuteńkiego początku.

Wizyta na ranczo zupełnie nie była przez nas planowana i wyczekiwana. Podczas naszej ostatniej podróży do Parku Miniatur Zabytków Podlasia, naszą uwagę przykuła tablica przy drodze z ogromnym napisem “MINI ZOO”. Nie zastanawiając się długo, po prostu skręciliśmy, podążając za znakami. Zdecydowanie nie mieliśmy pojęcia co nas tam czeka.

Już na wejściu “powitała” nas osobliwa brama. Na murowanych kolumnach dwa orły, a tuż za płotem pies niczym z Never Ending Story. Nieśmiało ruszyliśmy drogą do wnętrza posiadłości. Już po chwili okazało się, że droga prowadzi przez rozmaite wybiegi. W pierwszym z nich mieszkał Pan Dzik, który przez oczko w siatce bacznie nam się przypatrywał. Sięgając szerzej okiem dopatrzyliśmy się również ogromnej świnki i konika. Wówczas przywitał nas właściciel obiektu i rozpoczęła się niespodziewana przygoda.

W ekspresowym tempie dowiedzieliśmy się, że ów osobliwa suczka to Gumka, która dodatkowo ma męża o wdzięcznym imieniu Kauczuk. Natomiast ogromniasta świnka była gwiazdą w programie Rolnik szuka żony. Chwilę potem już byliśmy przy kolejnym wybiegu, na którym powitały nas alpaki i strusie. Właściciel nie czekając, wcisnął nam gałązki w dłoń, otworzył bramkę i zaprosił do nakarmienia tych pięknych stworzeń. Osobiście urzekły mnie strusie, mimo iż określenie “ptasie móżdżki” opisuje je dość trafnie.

Do tego momentu wszystko wyglądało zwyczajnie. Wybiegi, zwierzątka, zwariowany właściciel. I nagle zostaliśmy uprzedzeni, że czeka nas coś niesamowitego. Podeszliśmy do drewnianego budyneczku i usłyszeliśmy nietypowy śpiew. Właściciel otworzył drzwiczki, pomachał miseczką z owsem i przywitał nas Oskar. Udało mi się ciut tego spotkania nagrać, więc zerknijcie i poznajcie Pana Osiołka.

Jak to mówią, im dalej w las, tym więcej drzew i to zdecydowanie na plus. Udało nam się poznać wiele innych zwierząt zamieszkujących ranczo, zaliczyć przejażdżkę fruwając tuż nad wodą, poszusować quadem a nawet poznać piękno okolicy z wygodnej kanapy bryczki. Tak wiele atrakcji, w ekspresowym tempie i tylko w jednym miejscu. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że na terenie ranczo możliwe są również noclegi, smażone strusie jajka, ogniska, wędkowanie oraz inne przyjemności.

Z pewnością powiecie, że podobne atrakcje są w wielu innych gospodarstwach agroturystycznych. Co więc wyróżnia te? Co spowodowało, że wróciliśmy zauroczeni i uśmiechając się od ucha do ucha? Zdradzę tę tajemnicę tylko Wam. W tym całym wiejskim zamieszaniu jest ktoś kto sprawił, że choć na chwilę całkowicie zapomnieliśmy o pracy, smutkach czy szarej rzeczywistości. Jest tam ktoś, kto żyje w tym osobliwym świecie zwierząt, wrednych komarów i wymagających turystów.

Tym wyjątkowym człowiekiem, jest sympatyczny Pan Właściciel. To właśnie dzięki niemu ta ukryta kraina poznała właśnie nas, a my na własnej skórze doświadczyliśmy, że choć na chwilę jesteśmy w stanie całkowicie zapomnieć nasz zwyczajny, zapracowany świat. Więc jak mówiłam wcześniej, zupełnie nie mieliśmy pojęcia co nas czeka. Jednakże Dziękujemy. Wrócimy aby zobaczyć i doświadczyć więcej.

B.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *