“Siedem cudów” Agata Przybyłek – recenzja

“Siedem cudów” Agata Przybyłek – recenzja

Rokrocznie wyczekuję świątecznego czasu. Jestem największą fanką tego zimowego święta i chyba jak każdy oczekuję małych świątecznych cudów. Czasem one się zdarzają, ale ich nie dostrzegamy, bo takie cuda to nie zawsze fajerwerki. Prawdopodobnie dlatego skupiam się na tym, aby zadbać o wyjątkowe i trafione prezenty pod choinką, spędzić czas wśród najbliższych, a w domowym zaciszu zadbać o świąteczny klimat. Nie wpadam w szał gotowania, który zwykle bywa bardziej stresujący niż relaksujący, ani nie oczekuję od innych perfekcyjności. Ważne jest, aby miło i spokojnie spędzić ten czas. W tym roku grudniowe przygody były bardzo stresujące, ale przed samymi świętami udało mi się znaleźć spokój, a to najważniejsze. Udało mi się również przeczytać powieść Agaty Przybyłek Siedem cudów i choć ona cudem nie jest, była to całkiem przyjemna przygoda. Wśród przeczytanych świątecznych powieści, ta nie jest na szczycie, ale spokojnie mogę ją umiejscowić gdzieś pośrodku.

Powieści Pani Przybyłek mają już swoje grono wiernych fanów. To oni pewnie najbardziej docenili tę książkę, ale ja spotykałam się z autorką po raz pierwszy. Miłość od pierwszej powieści to to nie jest, ale nie mogę również powiedzieć, że zmarnowałam mój czytelniczy czas. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, podoba mi się pomysł na tę opowieść, choć bohaterzy są raczej płascy. Ich losy splatają się ze sobą.

Najbardziej zainteresował mnie wątek Moniki i Ksawerego, wielka miłość, która z jakiegoś tajemniczego powodu nie mogła się ziścić. Do ostatnich kart wyczekiwałam rozwiązania tej zagadki i tu niestety się zawiodłam. Wśród bohaterów pojawia się również Maciek, brat wspomnianej Moniki, który planuje idealne zaręczyny. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem. Wobec tego bohaterką staje się również jego narzeczona Małgosia. Poznajemy również rodziców rodzeństwa, Marka i Jolę. Perfekcyjna mama, dbająca o swoje pociechy szykuje dla nich idealne święta. Wpada w zakupowy szał, porządki i gotowanie. Natomiast jej mąż w tym okresie traci pracę i grunt pod nogami. Kim natomiast jest siódma osoba? Ania, dziewczyna z domu dziecka, która nie zna klimatu rodzinnych świąt i dodatkowo niedługo będzie matką.

Przeznaczenie krzyżuje drogi wszystkich postaci. W związku z tym przeżywają swoje małe dramaty. Wszystko po to by na końcu docenić świąteczne cuda i doznać małego happy end’u. Osobiście uważam, że zabrakło w tym wszystkim elementu zaskoczenia, wydarzenia są przewidywalne, a pewne schematy zostały kolejny raz powtórzone. Zabrakło w tej książce efektu wow.. Zabrakło również świeżości.

Jest to idealna książka dla tych, którzy chcą poczuć świąteczny klimat, utonąć w białym puchu i zapomnieć o własnych dramatach dnia codziennego. Kojarzy mi się z amerykańskimi świątecznymi filmami, w których poznajemy świąteczne zmagania kilku postaci. Pewnie już wiecie co mam na myśli. Jeśli lubicie taki klimat, to książka jest perfekcyjna. Dla tych, którzy oczekują od powieści czegoś więcej, po prostu się nie nadaje. Muszę jednak przyznać autorce plus za realizm. Jest tak prawdziwie i swojsko, jak to w Polsce przed świętami bywa. Tłumy w galeriach, w sklepach nerwowe poszukiwania produktów, a w garnkach zbyt dużo, niż jesteśmy w stanie zjeść. Postacie są wolne od sztucznych i wymuszonych emocji, można się swobodnie z nimi utożsamić.

Podsumowując: świąteczny klimat jest, lekko i przyjemnie jest, zimowa sceneria jest, rodzinna atmosfera jest i motyw miłosny jest. The end.

B.

Recenzja ZaBiałymPłotkiem
Tytuł: Siedem cudów
Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta Strona

 

 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *