Nasze “wielkie” polskie wesele

Nasze “wielkie” polskie wesele

W życiu bardzo ciężko mnie zaskoczyć. Mam talent do przewidywania, wyczytywania z twarzy i emocji innych jakie skrywają tajemnice. Zorganizowanie dla mnie niespodzianki, chyba nie jest możliwe. Jednakże jest jedna osoba, jedna sytuacja i tylko jedna chwila kiedy komuś się to udało! Mój (już mąż) G. zaskoczył mnie totalnie, na amen i na zabój, w dniu w którym poprosił mnie abym została jego żoną oczywiście. Nie wiem co wtedy bardziej mnie rozwaliło, sam fakt zaręczyn czy, że nic o tym nie wiedziałam! (Jakim kurczaki cudem!) W niewielkiej konspiracji z moimi najbliższymi udało mu się wziąć mnie z zaskoczenia. No to się zgodziłam!

Dotarcie do dnia samego ślubu trochę nam zajęło, ale w końcu się udało. W lipcu tego roku powiedzieliśmy sobie TAK i jak to z nami bywa, nie obyło się bez przygód. Ale do nich dojdziemy ciut dalej..

Znacie te dziewczęce marzenia o białej sukni, karocy do ślubu i kwiatach. Tonach kwiatów wszędzie gdzie się ruszycie? Ale tylko podczas tego najpiękniejszego dnia w waszym życiu, prawda? Cóż.. Ja nie 😀 Mówią, że jestem księżniczką, albo królową nawet, ale chyba tylko we własnych czterech ścianach. Jasne, że chciałam tego dnia wyglądać pięknie, jasne że chciałam mieć uśmiech od ucha do ucha, ale wielka biała napompowana suknia, ciągnące się w nieskończoność weselicho, tony gości z którymi i tak nie zdążę zamienić tylu słów ile bym chciała i alkohol lejący się strumieniami, który zmienia ludzi w fantastyczne stworzenia. Nie, to zdecydowanie nie jest dla mnie i na moje szczęście, również mój G. nie przepada za takimi atrakcjami. Jednakże w pełni szanujemy tych którzy takie imprezy kochają i aktywnie w nich uczestniczymy bawiąc się na całego. Śmiało możecie nas zapraszać. Tańczymy do białego rana i pomagamy rozkręcać party. 😀

Wracając jednak do naszego ślubu. Zdecydowaliśmy się na skromną uroczystość i uroczysty obiad dla najbliższych dobrych duszyczek, które są w naszym życiu. Czy się udało? Hell yeah! 😀 Nie obyło się jednak bez wspomnianych wcześniej przygód. Oczywiście zamówiłam pogodę na ten dzień, a i tak padał deszcz, ale pomińmy ten fakt. Już w urzędzie poleciało szkło. Na szczęście nie nasze, ale urząd z pewnością zanotował stratę w budżecie. Kochani urzędnicy, nie stawiajcie kieliszków do szampana w przejściu! Taki apel, a my lećmy dalej.

Wiecie jaki jest najważniejszy element dopełniający strój panny młodej? A no bukiet oczywiście! Zamówiłam najpiękniejszy, najcudowniejszy delikatny bukiet z prawie niedostępnych już w lipcu peonii. Oczy mi grały, jak Grześ odebrał go z kwiaciarni. Czułam wtedy, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Z tym, że stojąc w USC zorientowałam się, że został w domu. O zgrozo! Mój wyszukany bukiet.. Co zrobić z rękoma? Możecie sobie wyobrazić jak to komicznie wyglądało. Udało mi się nawet zająknąć wypowiadając te wszystkie ważne słowa. Chyba skupienie i samokontrola poszły w las. Jednakże przetrwałam, a kwiatki potem mi dowiozła kochana Paulisia (dziękuję jeszcze raz bejbe).

Żaden ślub nie ma sensu bez świadków oczywiście, a obok mnie była moja Asia. Przygotowała nam nawet wspaniałą błyszczącą niespodziankę na wejściu do restauracji. I było cudownie! Nawet jeśli kilka wyrzutni nie odpaliło za pierwszym razem 😀

Nie będę wam tu opisywać całego uroczystego obiadku, który zakończył się oczywiście tańcami. Jednakże dam wam maleńką radę. Przy takim przyjęciu musicie mieć duuuuuużo wina. Chętniej w ciągu dnia sięgamy po dobre winko niż mocniejsze trunki. My myśleliśmy, że mamy zapas dla całej armii, a tu ups! arka odpłynęła. Sytuacja została opanowana, ale wiecie jak jest, lekki stresik był.

Co by was tu nie zanudzać weselnymi klimatami. Życzymy wam tak pozytywnych gości, tak wesołej atmosfery i jeszcze więcej ilości przygód na waszych ślubach. Wszystkim dziękujemy za najcudowniejsze życzenia i najpiękniejsze na świecie pocztówki, które do nas dotarły.

B&G

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *