Mówią o nim Renesansowa perła, a ja nazwałam go Mały Kraków. Poznajcie olśniewający Zamość

Mówią o nim Renesansowa perła, a ja nazwałam go Mały Kraków. Poznajcie olśniewający Zamość

Nie będę tu słodzić, ani użalać się jak to mamy ciężko, w ciągłym biegu, z maluszkiem na plecach… Jeśli już jakiś czas jesteś z nami i czytasz moje wypociny, wiesz jak jest. To chyba taka choroba naszego pokolenia, że na wszystko brak czasu, a i zmęczenie jest wszechobecne. Mamy na to swój złoty środek. Oj nie, nie leżymy plackiem kiedy się da, nie chwytamy za pilot telewizora (omg! znowu zapomniałam zetrzeć z niego kurze). Odpoczywamy wyjeżdżając, zwiedzając, poznając nowe i chłonąc pozytywną energię. Tylko podczas tych podróży, mój umysł całkowicie się regeneruje, zapomina o zleceniach do wykonania na wczoraj i milionach codziennych spraw rodzinnych.

W tegoroczny dzień dziecka wybraliśmy się do Zamościa. Pomysł wpadł nam zupełnie przypadkowo. Nieplanowana podróż, a okazała się ogromnie interesująca. Nie znałam zupełnie tej miejscowości i nie miałam zielonego pojęcia co tam zastaniemy. Wujek google opowiedział mi małe co nie co w trakcie wycieczki, ale o tym za chwilkę. Wybierając kierunek poszukiwałam zwyczajnie zoo, ogrodu zoologicznego którego jeszcze nie widzieliśmy, a którym zachwyciłby się mały M. I tak internety wyszukały mi właśnie Zamość. Głupiutka ja, żyłam w niewiedzy o istnieniu tak wyjątkowego miejsca. Oczywiście znana mi była sama nazwa, ale co tam w tym miasteczku jest, to była niewiadoma. Nie zastanawiając się długo, spakowaliśmy co najpotrzebniejsze i w drogę!

W trasie nie można się nudzić, książki nie wzięłam więc smartphone w dłoń i czytam co to ten Zamość. Pamiętam pierwsze zdanie które przeczytałam “Zamość to renesansowa perła na roztoczu” i już wiedziałam, że pokocham to miejsce, wyjątkowe miejsce w naszej cudownej Polsce. Mapy nie wyróżniają tego miasta, telewizja nie trąbi o nim w każdym śniadaniowym programie, a i wśród naszych znajomych nigdy nie padło w opowieściach. Okazuje się, że miasto założył na swoich rodzinnych ziemiach pod koniec XVI wieku hetman wielki koronny Jan Zamoyski. Jego uliczki zaprojektowane są na wzór szachownicy, a na starówce znajdują się aż 3 rynki: Wielki, Solny i Wodny. Na największym z nich stoi olbrzymi ratusz, z wieżą o wysokości 52 metrów. Uwierzcie mi, że robi wrażenie. Chyba nie widziałam jeszcze tak majestatycznego ratusza. Tuż przed nim znajdują się wielkie schody, które to dla małego M. okazały się największą atrakcją wycieczki. Wspinanie się na górę i schodzenie na dół teraz już ma opanowane do perfekcji, co przynosi nam wielką ulgę bo mieszkamy na 3 piętrze. Zakończył się więc nasz koszmar wnoszenia i znoszenia Mireczka, a kruszynka to on nie jest. Wracając do ratusza, podobnie jak w Krakowie w południe rozlega się z niego hejnał. Ozdobą całego rynku są piękne kolorowe kamienice, a niedaleko mieści się wspomniane już zoo. W mieście zachowały się również fortyfikacje, dzięki którym miasto przetrwało aż cztery oblężenia, w tym potop szwedzki. Jak powiedział mi wujek google w 1978 roku renesansowy Zamość został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

I jak mogłam o nim nie widzieć? Jakim cudem byłam nieświadoma piękna, które znajduje się tak całkiem niedaleko nas? Po głębszych przemyśleniach myślę, że w naszym rejonie Zamość zwyczajnie nie jest popularny. Nie wybieramy go jako cel naszych podróży, częściej podążamy w kierunku Kazimierza Dolnego, pięknych mazur czy do wielkomiejskiego warszawskiego tłoku.

Zerknijmy jeszcze bliżej na te zoo. Widziałam już w swoim życiu różne ogrody zoologiczne, zarówno te ogromne, turystyczne jak i te totalnie zapomniane. Te w Zamościu zachwyciło nas wszystkich. Nie jest to małe zoo, znajduje się w nim wiele gatunków zwierząt i jest wyjątkowo pięknie zaaranżowane. Nie sposób wymieniać tutaj każdego cudownego animalsa, więc odsyłam was bezpośrednio do strony www tutaj. Muszę wam jednak nadmienić, że największe wrażenie na nas zrobiły żyrafy. To pierwsze zoo, w którym one są tak bardzo bliziutko zwiedzających, prawie że na wyciągnięcie ręki. Pierwszy raz odczułam ich wielkość i zakochałam się w cudownych spojrzeniach. No to, to po prostu musicie przeżyć. Pakować się i do Zamościa! Żyrafki na pewno już czekają. Dodatkowo zoo zaskoczyło mnie wyjściem na przeciw rodzicom, bo tuż przy wejściu można wynająć super wózki w kształcie zwierząt i nie tylko, w których wasze pociechy mogą swobodnie zwiedzać, bez męczenia swoich małych stópek. Na terenie ogrodu znajduje się również jedzonko, plac zabaw oraz park linowy. I czegoż można chcieć więcej?

Pytanie typowo retoryczne zamykam króciutkim podsumowaniem. Zamość nas oczarował, na pewno wrócimy. Zoo nas zachwyciło, również na bank wrócimy. A was, zapraszamy serdecznie do tego cudownego miasta.

B.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *