Wolfsschanze – podróż do mrocznej części historii

Wolfsschanze – podróż do mrocznej części historii

Już od młodych lat fascynowała mnie historia. Najpierw starożytna, owiana legendami, mitami i faraonami. Potem przyszedł zachwyt okresem średniowiecza, czasami krucjat i rycerstwa na miarę Króla Artura. Jednak z największym skupieniem „studiowałem” czasy Wielkich Wojen XX wieku. Ta ostatnia, która dotknęła naszą planetę okazała się dla mnie nad wyraz interesująca – jeśli mogę tak to ująć. Jej ogrom, strategie jakie wymyślano, nowinki techniczne, które zastosowano, czy kluczowe bitwy – to było coś, co budziło mój podziw i przerażenie jednocześnie. Coś, co wciągało mnie na tyle, że potrafiłem odmówić kolegom na wspólny wypad, czy „pokopanie gały”.

Pamiętam opowieści mojego Taty, gdy zaczęło się moje urzeczenie tą tematyką, że niedaleko Kętrzyna – w Gierłoży jest stara forteca z czasów II Wojny Światowej, w której rezydował wódz III Rzeszy Adolf Hitler. Opowiadał jak gigantyczne tam są bunkry. Jak grube mają ściany oraz o tym, że na nich rosną nawet drzewa. Od tego momentu zapragnąłem odwiedzić to miejsce.

Długo to trwało, ale jedna z naszych podróży zawiodła nas właśnie tam. Do miejsca opowieści mego Taty. Do miejsca, które nakreśliła historia…

Dojazd do Gierłoży nie jest wcale taki prosty. Wąskie i bardzo kręte drogi (z racji swego strategicznego punktu) nie pozwalały na rozwinięcie większych prędkości, więc sama wyprawa trwała znacznie dłużej niż się tego spodziewaliśmy. Jednak dotarliśmy na miejsce i na samym wjeździe „przywitała” nas kolumna starych, wojskowych pojazdów z tego okresu. Już na parkingu podeszła do nas Pani i zaproponowała swoje usługi jako przewodnik. Jednak grzecznie odmówiliśmy, że względu na to, że mały M. nie dałby nam się skupić na opowieściach, które miałaby nam do przekazania, bo najzwyczajniej nie lubi stać długo w jednym miejscu.  Teraz wiem, że był to błąd, że nie skorzystaliśmy z propozycji Pani Przewodnik, ale o tym ciut później.

Wilczy Szaniec okazał się jeszcze bardziej fascynujący, aniżeli tatowe opowieści. Zobaczyć te wszystkie budynki (z których większość niestety, to ruina), w których rezydowali najważniejsi możni III Rzeszy było niczym sen na jawie. Atmosfera jaka towarzyszyła nam podczas zwiedzania niemalże przenosiła nas w tamte czasy. Majestatyczne budowle budziły w nas grozę i zafascynowanie w tym samym momencie. I tu postaram się dosłownie w pigułce nakreślić rys historyczny Wolfsschanze.

Nazwa wzięła się od pseudonimu führera „WOLF”.  Poza tym ufortyfikowanym terenem A.H. miał jeszcze 3 w Europie o podobnie brzmiących nazwach (Wilczy Jar I i II oraz Wilkołak). Umiejscowienie kwatery było strategicznie wręcz idealne. Otoczone od wschodu i zachodu jeziorami, a od północy bagnami tereny powodowały, że Wilczy Szaniec był fortecą niemalże nie do zdobycia wojskom lądowym. Budowę rozpoczęto we wrześniu 1940 roku i wciąż ją rozbudowywano do późnej jesieni 1944 roku. Na terenie ok. 2,5 km2 stale pracowało ok. 1500 osób. Było ponad 100 różnych zabudowań. Od baraków po bunkry lekkie, na bunkrach ciężkich kończąc. Tak dla niewtajemniczonych, to ściany bunkra ciężkiego miały łącznie 8m grubości i żadna konwencjonalna bomba II WŚ nie była w stanie zniszczyć takiej budowli. Cały teren był bardzo dobrze zamaskowany siatkami maskującymi. Ściany bunkrów były wykładane trocinami i trawą morską. A na stropach niektórych bunkrów były specjalne zagłębienia wypełnione ziemią, na których siano trawę i sadzono drzewa. Tatko mówił prawdę. 😉 Wszystko to wieńczył pas pola minowego o łącznej długości 10km. Największy bunkier był zajmowany przez sztab Wehrmachtu, natomiast A.H. rezydował w bunkrze najbardziej wysuniętym na północ z numerem 13. Z tego miejsca kreowano losy ówczesnego świata. Tu podejmowano wszystkie decyzje o ruchach wojsk, jak też i te związane z funkcjonowaniem Rzeszy. Nie wypada tu nie wspomnieć płk. Clausa Schenka von Stauffenberga, który 20 lipca 1944 roku przeprowadził nieudany w rezultacie zamach na życie Adolfa Hitlera. 24 stycznia 1945 wycofująca się armia niemiecka wysadziła Wilczy Szaniec, a wchodząca Armia Czerwona dokończyła dzieła zniszczenia. Warto dodać, że rozminowanie tego terenu trwało 10 lat i zostało okupione znaczną liczbą ofiar. Wydobyto ponad 54 tysiące różnego rodzaju min. Dzięki temu ruiny tej fortecy możemy dziś oglądać. Miała być historia w pigułce, ale wierzcie mi, że nie da się historii tego miejsca krócej streścić.

Na koniec kilka istotnych informacji, które warto żebyście wzięli do serca planując zwiedzanie. Polecamy Wam skorzystać z usług Przewodnika. My tego nie zrobiliśmy tylko ze względu na małego M. Jednak ci ludzie mają ogromną wiedzę na temat Wilczego Szańca i znają wiele ciekawych, niekiedy mrocznych, a niekiedy interesujących faktów. Następnym razem (bo takowy nastąpi) na pewno zwiedzanie zaczniemy z przewodnikiem.  Zwiedzanie „na luzaka” potrwa niecałą godzinę i nie będzie „okraszone” ciekawymi opowieściami. Kolejna sprawa, to odzież. Zdecydowanie polecamy ubrać się w coś z długim rękawem i spodnie. A to wszystko za sprawą gigantycznej ilości komarów. Warto mieć ze sobą aparat fotograficzny lub przynajmniej telefon z dobrym aparatem, ponieważ zdjęcia tam zrobione utrwalą Wam niesamowite spotkanie z historią.

Wszystkim tym, którzy są w mniejszym lub większym stopniu zafascynowani tajemniczymi, historycznymi miejscami gorąco polecamy podróż do Wolfsschanze. Powinna to być dla Was okazja do poznania historii na żywo. I tu cytując jeden z drukowanych przewodników autorstwa Ireny i Henryka Dziadków: „Oby te bunkry i ich ruiny były przestrogą przed wszelką formą totalitaryzmu i terroryzmu.”

G.



1 thought on “Wolfsschanze – podróż do mrocznej części historii”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *