Miał miejsce Napad na Bank! Czyli nasza przygoda w miasteczku Mrongoville

Miał miejsce Napad na Bank! Czyli nasza przygoda w miasteczku Mrongoville

“Na swym rumaku rączym gna, ten co kapelusz piękny ma, ten jeździec caballero. Dziki zachód to jego dom, kiedy rewolwer chwyta w dłoń, umie ustrzelić muchę, bo nie chybia. Z siodła na świat patrzy jak z tronu i nie korzysta z telefonu. Ten kowboj biedny i samotny. Ze złem walczy bez pardonu. Nie obawia się Daltonów. “Pamiętacie tę czołówkę? W niej mowa o najsłynniejszym kowboju wśród wszelkich animacji – Lucky Luke. To on wprowadzał mnie w świat dzikiego zachodu w dzieciństwie. Na tę właśnie kreskówkę natrafiliśmy niedawno skacząc po kanałach telewizyjnych i to ona natchnęła nas do kolejnej wyprawy. Miasteczek westernowych w Polsce jest kilka, a my wybraliśmy Mrongoville, znajdujące się w Mrągowie. Mieliśmy nadzieję poczuć prawdziwy klimat Dzikiego Zachodu będąc na mazurach. Czy tak się stało?

W Mrongoville byłam już parę lat temu. Wówczas moja wizyta opiewała w liczne przygody, a na miejscu czekało na mnie wiele atrakcji. Miałam okazję obejrzeć inscenizację z napadu na bank, wykonaną przez świetnych młodych aktorów. Była strzelanina, szeryf, złoczyńca, piękna dama i świetne kostiumy. Jednym słowem prawdziwy western na żywo. Dodatkowo miałam okazję postrzelać z łuku i zabawić się w poszukiwacza złota. Tymczasem tegoroczna wizyta nie była już taka sama. Cała aura i wspomnienia które zachowałam w pamięci jakby znikły. Miasteczko świeciło pustką. Do pełnego obrazu brakowało tylko niesionych przez wiatr ususzonych krzaczków, zwanych po angielsku tumbleweed. Być może tym razem nie trafiłam w czas kiedy odbywają się inscenizacje. Jednakże dlaczego nie spotkaliśmy żadnego instruktora przy strzelnicy? Dlaczego nikt nie pilnował banku, a za biurkiem szeryfa był tylko kurz? I czy to przypadek, że bar również był zamknięty?

Mimo tych wszystkich niedogodności i wręcz martwej ciszy, postanowiliśmy zajrzeć w każdy najmniejszy zakamarek. Zwiedziliśmy wszystkie otwarte budynki i pomieszczenia i sami opisaliśmy sobie ich historię. Podziwialiśmy eksponaty w mini muzeum, a nasz mały M. postanowił zagrabić sobie wielki worek szmalu. Miejmy nadzieję, że któregoś dnia nie zapuka do nas szeryf z kajdankami. Choć cela znajdująca się tuż przy biurze szeryfa wyglądała na dosyć komfortową. Nienaganna prycza i własna toaleta wyglądały wręcz przytulnie. Jako prawdziwi turyści, również na dzikim zachodzie postanowiliśmy odwiedzić sklep z pamiątkami, aby nabyć nowy magnes do naszej lodówkowej kolekcji. W tym miejscu pozdrawiamy serdecznie panią sprzedawczynię, która podarowała nam oryginalną srebrną gwiazdę szeryfa. Ha! Teraz na zmianę w domu sprawujemy rządy na tym stanowisku. W Mrongoville zajrzeliśmy również do mini zoo, które jest faktycznie bardzo mini. Mieliśmy tam poznać zwierzątka występujące na dzikim zachodzie. Nie jestem jednak przekonana czy króliki i kozy to akurat okazy z tamtych stron, ale te szkraby były naprawdę milusie.

Miasteczko Mrongoville oferuje (jak wyczytaliśmy w internecie) również przejażdżki konne, ujeżdżanie byka, naukę tańców rodem z westernów, strzelnicę sportową czy naukę strzelania z łuku. Niestety najwyraźniej nie było nam dane skorzystać z tych atrakcji czy choćby popatrzeć jak robią to inni. Mimo to postaraliśmy się dobrze bawić i pozyskać pamiątkowe zdjęcia. Samo miasteczko jest bardzo urokliwe i fotki na jego tle wyszły znakomicie. Jeśli uda Wam się trafić w lepszy czas niż my, to być może będziecie bawić się fantastycznie.


B.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *