Chleb który nie czerstwieje

Chleb który nie czerstwieje

„A za naszym domkiem będzie sad zielony,
Ślicznymi kwiatkami pięknie zasadzony,
A za sadem pole z żytem, jak potrzeba,
Żeby żaden głodny nie odszedł bez chleba.”

Maria Konopnicka Nasz domek

Nie znam domu, w którym chleba się nie jada. Nie znam człowieka, który choć raz nie miałby go w ustach i nie znam kraju, w którym nie ma piekarni.  Chrupiący bochen od wieków otrzymujemy wypiekając ciasto z mieszanek najróżniejszych zbóż. Wyrabiany jest o różnym kształcie i wielkości, a jego na jego zapach ogarnia nas wewnętrzna błogość. Miłośnicy chleba z pewnością nigdy nie są w stanie odmówić świeżutkiej pajdy. Osobiście uwielbiam zjadać jeszcze cieplutką kromkę z delikatnym masłem. Jednakże ze względu na sposób żywienia który wybrałam, pieczywo nie znajduje się w moim codziennym jadłospisie. Mimo to, lubię i cenię ten produkt z różnych względów.

Jedzenie chleba jest celebrowane w niektórych domach. Jest on ważnym aspektem religijnym i podstawą życia osób wierzących. Koszyk wielkanocny nie istnieje bez jego udziału. Nie ma również rodzinnych spotkań, jeśli chleb nie znajduje się na stole. Zwyczaje jego wypiekania są przeróżne i zmienne w zależności od regionu czy pokolenia. Przepisy ewoluują z postępem techniki i rozwojem kubków smakowych ludzi. Oprócz zwykłego białego bochenka możemy dziś zjeść pieczywo z najróżniejszego zboża, z pestkami, żurawiną czy cebulką. Różni się również nasz polski chleb od litewskiego czy słowackiego. Jednakże czujemy potrzebę jego celebrowania. Dlatego też, rokrocznie w Ciechanowcu odbywa się Święto Chleba.

Obchody odbywają się w ciechanowieckim Muzeum Rolnictwa. Perfekcyjnie dopasowane miejsce do tego typu wydarzenia sprawia, że przenosimy się w zupełnie wiejski klimat. Podczas tej uroczystości muzeum zamienia się w ogromny jarmark cudów. Na straganach dostępne są dziesiątki rodzajów chleba oraz wiejskie jadło. Znaleźć można tam również wyroby handmade oraz słodkości z tradycyjnych wypieków. Nie brakuje również wszechobecnych jarmarkowych gadżetów i grajków. Cały jarmark pachnie świeżutkim chlebem.

Na obchody przyjeżdżają tysiące osób nie tylko z okolic Ciechanowca. W tym roku dotarliśmy również my. To była nasza pierwsza wizyta na tym jarmarku i już teraz zdradzę, że jesteśmy oczarowani. Z pewnością wrócimy tam za rok. Impreza odbyła się już XVII raz i z roku na rok staje się coraz większa, liczniejsza i opiewa w większą ilość atrakcji. Obchody rozpoczynały się uroczystą Mszą Świętą. Oprócz jarmarku towarzyszyły im liczne atrakcje, takie jak występy zespołów folklorystycznych, rekonstrukcje obrzędów czy dawnych prac polowych podczas żniw oraz parada zabytkowych ciągników. Dzieci mogły liczyć na zabawę w wesołym miasteczku a wieczorem odbył się w amfiteatrze koncert. Z tych ostatnich wydarzeń nie udało nam się skorzystać, ale za to nie ominęliśmy żadnego stoiska na jarmarku.

W naszym koszyku zakupowym nie zabrakło oczywiście chleba i ukochanej chałki. Udało nam się również upolować nietypowe piwo kozicowe oraz zabawki handmade dla małego M. (w zasadzie to ja bardziej rozglądałam się za nimi). Grześ nie mógł natomiast wyjść z ryneczku bez słodziutkich lizaków. Lubicie jarmarki? Ja kocham! Zakupoholizm to moja choroba, którą totalnie akceptuję i wcale nie próbuję leczyć. Takie wydarzenie więc, to raj dla moich oczu, ducha i pożywka dla mojej choroby. Oczy grały jak na najlepszym koncercie a serce skakało jak za małolata podczas gry w gumę. (Tu dziękuję dla G., który mnie pilnował i nie pozwolił wydać fortuny na rzeczy zupełnie zbędne i tzw. zbieracze kurzu.)

Podlaskie Święto Chleba to jedno z największych wydarzeń organizowanych w Muzeum i ma na celu – jak piszą organizatorzy –  zachowanie i przekaz tradycji i obrzędów żniwnych. Równocześnie budowane jest poczucie regionalnej tożsamości i ochrona dziedzictwa kultury ludowej. Na straganach można również spróbować wielu wyrobów. Pokusiliśmy się więc na solidną pajdę chleba, posmarowaną domowej roboty smalcem z dodatkiem kwaśnego ogóra. Muszę przyznać, że mimo świadomości o ilości zjadanych kalorii, jedliśmy ten przysmak z ogromnym apetytem. Myślę, że smalec też kocham. Tak, jak jarmarki. Niestety nie wejdzie on do naszego codziennego jadłospisu, ale tak od Święta może w nim zagościć. Wyrażam zgodę.

Stare przysłowie mówi „Kto ma chleb, ten ma wszystko” i tą refleksją zakończę ten wpis.

Ps. Wszystkim, którzy mnie o to podejrzewają: pisząc wcale nie wcinałam kanapki z pysznym chlebkiem przywiezionym z jarmarku 😉

B.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *