A Tomek powiedział… odcinek 10

A Tomek powiedział… odcinek 10

A Tomek powiedział:
– Wiesz, chyba się pogimnastykuję. Albo nie, bo jeszcze sobie coś zrobię.
Odpowiedziałam:
– Kochanie, a ja spróbuję. Może przeżyję.

W życiu kobiety przychodzą czasem takie momenty, że musi podjąć męską decyzję. W moim życiu właśnie nadszedł ten moment: zapisałam się na gimnastykę. Odrzuciłam takie wymówki jak brak czasu, problemy z kręgosłupem, opieka nad dziećmi (ha, ha, ha, ha, ha! Czternastolatek i szesnastolatka wymagają mnóstwo maminej opieki :)). Przeszłam już etap ćwiczeń w domu. Zarówno rower stacjonarny, jak i orbitrek są świetnymi wieszakami na ubrania. Bardzo stylowymi. I oryginalnymi. Zapewne nikt inny nie odkrył takiego ich zastosowania. Próbowałam też każdego ranka wykonywać ćwiczenia zalecone przez ortopedę. I udawało mi się. Przez trzy lata w sumie ćwiczyłam może miesiąc. Widocznie muszę mieć bat nad głową, a właściwie nad plecami. Poszłam.
Urocza i pięknie zbudowana Pani Trener (pod koniec zajęć już nie uważałam, że jest taka urocza) przepytała mnie na okoliczność chorób, schorzeń, sposobu żywienia, stylu życia. Potem kazała wejść na taką magiczną wagę. To była moja CHWILA PRAWDY. Waga, zawartość H2O i tłuszczu w organizmie, wiek biologiczny mego cudnego ciała. No cóż, lata lenistwa i pożerania bezy z bitą śmietaną dały o sobie znać. Moja decyzja się uprawomocniła. Niech się dzieje wola nieba – dwa razy w tygodniu będę doprowadzać się do bycia ideałem.

Po rozmowie nadeszła ta druga, zdecydowanie trudniejsza część. Rozgrzewka poszła całkiem gładko. Potem nie było już tak miło i uroczo. Większość ćwiczeń wymagała moim zdaniem użycia magii. Niestety Harry Potter nie pożyczył mi swojej różdżki. Ćwiczenia w moim wykonaniu zdecydowanie przypominały kabaret. Pobiłam Neonówkę, Kabaret Moralnego Niepokoju, a nawet Grzegorza Halamę. Ale przeżyłam. Dałam radę!

Byłam z siebie bardzo dumna do następnego poranka, kiedy to opuszczenie łóżka okazało się takim wyzwaniem jak wizyta na Mount Evereście! Po długotrwałym wysiłku wstałam, zdobyłam górę gór. Jak większość ludzi pierwsze kroki skierowałam (a właściwie próbowałam skierować) do toalety. No i kolejne wyzwanie. Od kilku lat funkcjonuje takie stwierdzenie: „Jak żyć Panie Premierze?”. W zaistniałej sytuacji wykrzyknęłam: „Jak siąść Pani Trener?”.

Pomimo różnych trudności w ubiegłym tygodniu zaliczyłam obecność na dwóch zajęciach. Jutro idę trzeci raz. Nie powiem, że się nie boję. Boję się, ale bardzo chcę być w lepszej formie.
Mój tata, który jest już po siedemdziesiątce, kilka razy w tygodniu chodzi na basen (mam nadzieję, że on tam pływa, a nie podgląda Panie!) i się gimnastykuje. I sprawia mu to radość.
Właśnie taką frajdę chcę mieć z ćwiczeń. Trzymajcie za mnie kciuki.

Anna Sekielska



1 thought on “A Tomek powiedział… odcinek 10”

  • Naprawdę? naprawdę taka silna potrzeba? I tyle tłuszczu i wszystkiego? Naprawdę? Co jest z nami kobietami, że my tak nie lubimy swojej aparycji? Więc jeszcze raz napiszę: NAPRAWDĘ???? I ty, kobieto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *